Komunia Święta na rękę. Nie bój się Jezusa:)

Czas nieubłagalnie płynie. Minęło prawie półtora roku życia w pandemii, a co się z tym wiąże życia w nowej rzeczywistości. Rzeczywistości, której scenariusza nawet najwięksi autorzy science fiction nie zdołali wcześniej napisać…

Pewne rzeczy jak np. maseczki, dezynfekcja rąk, dystans dobrze oswoiliśmy i już nie robią na nas tak dużego wrażenia jak na początku.

A jak ma się sytuacja w Kościele np. z przyjmowaniem Komunii Świętej na rękę? Wydaje mi się, że nadal jest ona dla nas obca, odległa i niegodna…

Dziś byłam w Łagiewnikach na Eucharystii. Przed Komunią ksiądz zaznaczył, że Komunia na rękę będzie rozdawana na środku bazyliki, a do ust przy stopniach ołtarza. Kościół pełen ludzi. Msza popołudniowa. Na moje oko 80 % wiernych przyjęło Komunię do ust. I po co to piszę? Nie dlatego, że boję się wirusa i uważam, że przyjęcie Jezusa na rękę jest mniej lub bardziej higieniczne. Nic z tych rzeczy. Piszę o tym dlatego, bo uważam że każdy z nas wierzących i praktykujących katolików ma teraz, w tym czasie pandemii niesamowitą okazję do adoracji Jezusa kilka sekund na własnej dłoni. Dlaczego unikamy tego typu adoracji? Dlaczego odrzucamy tak bliski kontakt z Naszym Zbawicielem? Nie pojmuję… A dyskusje o tym, która Komunia jest bardziej święta (na język czy na rękę) przemilczę…

Pamiętam jak w latach 90 oglądałam z babcią w TV msze celebrowane z naszym papieżem Janem Pawłem II z Rzymu. I doskonale pamiętam ten moment, kiedy pierwszy raz zobaczyłam kapłana rozdającego iernym Hostie na dłonie. Byłam dzieckiem, mieszkałam na wsi i mało w życiu widziałam 🙂 Zapytałam babcię, dlaczego tak się dzieje, dlaczego nie do ust. Babia odparła, że tak mają na Zachodzie :). I tyle w temacie… Potem na studiach pojechałam do Anglii i tam po raz pierwszy widziałam na ocznie udzielanie Komunii Świętej na rękę. Po studiach odwiedziłam koleżankę w Niemczech. I tam również Komunia była rozdawana na rękę. Faktycznie, moja babcia miała rację 🙂

A tak na poważnie. Jestem we wspólnocie, która od początku swego istnienia wzorowała się na pierwszych gminach chrześcijańskich. Komunia jest udzielana na rękę, tak jak robił to Jezus.. Łamał chleb  i podawał uczniom. We wspólnocie jestem ponad 8 lat i może na początku było to dla mnie nowe doświadczenie, ale nigdy nie miałam oporów ani zastrzeżeń. Dlatego też w czasach pandemii na szczęście nie miałam i nie mam dylematów moralnych czy dobrze robię stojąc w koleje do Jezusa, który za chwile dotknie mojej ręki 🙂

Dla mnie to bardzo osobiste spotkanie. To ważna chwila. Mam świadomość swojej grzeszności i tego, że ta moja dłoń robiła wcześniej  i robi teraz zło… Jestem świadoma tego, że ta moja dłoń na którą za moment spocznie na kilka sekund sam Jezus kiedyś może coś ukradła, kogoś uderzyła, napisała coś krzywdzącego do kogoś… I właśnie na tej mojej dłoni pojawia się Jezus! I tą moją dłonią Go dotykam. A On pragnie być na tej mojej grzesznej ręcę… Dla mnie to coś więcej niż wooow… Mam możliwość dotknięcia Jezusa, zanim go ucałuję 🙂

Kiedyś widziałam ukradkiem jak koleżanka ze wspólnoty głaskała z czułością Jezusa na swej dłoni zanim Go przyjęła do ust. Wzruszyłam się ogromnie. Zobaczyłam wielką miłość i czułość do Osoby, nie do kawałka opłatka. Ktoś powie, że przyjmowanie Jezusa do ust także może być pełne czułości i miłości. Oczywiście, zgadzam się. Ale jeżeli masz możliwość, aby Jezus dotknął także twojej grzesznej dłoni, zanim spocznie w Twoim sercu to dlaczego z tego nie skorzystać?

Czy to kwesta tradycji/przyzwyczajenia? Trudno nam przyjąć nowe? Źle znosimy nowości? Bo przecież Komunia na rękę w polskim Kościele to nowość.

Czy to kwestia wiary? Czy uważamy, że Hostia na naszej ręce już nie jest tą samą Hostią co w uświęconej ręce kapana? Znam osobę, które nie jest w stanie przyjąć Jezusa od nikogo innego (np. od szafarza czy diakona) tyko od kapłana, bo uważa że tylko te ręce są godne do udzielania Komunii Św.

A  może nam wszystko jedno i jak zostaliśmy „nauczeni” tak robimy przez całe życie? Trochę jak z regułką ze spowiedzi świętej?

Moment Podniesienia na Eucharystii, a postawa wiernych (bicie się w pierś)

Mam znajomego, z którym kilka miesięcy temu poszłam na Eucharystię. Moją uwagą przykuło to, w jaki sposób zachowywał się w trakcie Podniesienia. Jakoś nigdy wcześniej nie zwracałam na to uwagi u innych, aż do tego pamiętnego momentu. Zobaczyłam jak ten mój znajomy w trakcie Podniesienia Przenajświętszego Ciała i Krwi Jezusa kurczy się w sobie (tz. pochyla nisko głowę) i trzykrotnie bije się w pierś i coś mówi pod nosem… Byłam zaskoczona. I to spowodowało, że przy kolejnej sposobności zaczęłam ukradkiem zerkać jak inni wierni przeżywają ten cudowny moment spotkania z Jezusem.

Odkryłam coś, co mnie wielce zasmuciło. I ten smutek gdzieś w sobie noszę. Dziś również będąc na Eucharystii zobaczyłam, że niemal 90 % wiernych (w różnym wieku co ciekawe) robi to samo co mój znajomy.  A mianowicie jak tylko kapłan podnosi Hostie tj Jezusa do góry, to wierni w Kościele schylają głowę i biją się w pierś.

Niestety nie pamiętam już swoich przygotowań do Pierwszej Komunii, bo było to lata świetlne. Mimo to starałam sobie przypomnieć jak mnie uczono. Na pewno pamiętam słowa: Pan mój i Bóg mój.  Czy uczono mnie bicia się w piersi i pochylania głowy w geście pokutnym? Pewnie tak. Zaobserwowałam bowiem, że moja 10 letnia siostrzenica, która była w tym roku do Pierwszej Komunii Świętej również bije się w pierś i schyla głowę.

Zaczęłam się zastanawiać jaka postawa jest właściwa. Ja w trakcie Podniesienia patrzę się na Jezusa w Hostii, nie pochylam głowy, nie biję się w pierś. Robię ukłon dopiero w momencie, kiedy kapłan uklęka… Dla mnie bowiem jest to bardzo intymny moment. Jest to czas, kiedy mogę popatrzeć na Jezusa tu i teraz.  Mogę mu podziękować za Jego ofiarę i za zbawienie. To jest ten moment, kiedy On jest blisko. Tym bardziej jest to dla mnie ważny moment np. kiedy nie mogę przyjąć Go do serca, bo nie jestem w trakcie łaski uświęcającej. Wtedy tym bardziej pragnę na Niego patrzeć … I być z Nim w kontakcie, chociażby wzrokowymJ

Dlaczego więc tak wiele ludzi właśnie w tym momencie Eucharystii nie patrzy  na Jezusa tylko w ławkę lub na podłogę? Dlaczego zamiast uwielbienia, adoracji, dziękczynienia lub po prostu trwania w ciszy ludzie mówią: moja wina, moja wina, moja wielka wina???? Dlaczego kapłani, którzy to obserwują zupełnie nie reagują? Czy nie czas, by przypomnieć wiernym podstawy i wyjaśnić lub przypomnieć co każda część Eucharystii oznacza i jak należałoby się zachować? Czasem mam wrażenie że w Kościele mówi się o wielkich sprawach, a małe leżą odłogiem i czekają na swój moment, który nie nadchodzi…

Poszperałam w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Poszperałam w internecie. A nawet zajrzałam do mojej starej (1991) książeczki do nabożeństw od Pierwszej Komunii Świętej. I nigdzie nie natrafiłam na to, by podczas Podniesienia bić się w pierś i odwracać oczy od Jezusa. I chyba to mnie najbardziej boli, że ludzie w tak uroczystym momencie Liturgii odwracają od Niego wzrok. Nawet nie są tego świadomi i tym sposobem nie zmieniają swojej postawy 🙁 Ponadto – dalej uczy się dzieci, by robiły to samo…

Katechizm mówi:

*1374 Sposób obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi jest wyjątkowy. Stawia to Eucharystię ponad wszystkimi sakramentami i czyni z niej „jakby doskonałość życia duchowego i cel, do którego zmierzają wszystkie sakramenty”185. W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”186. „Ta obecność nazywa się «rzeczywistą» nie z racji wyłączności, jakby inne nie były «rzeczywiste», ale przede wszystkim dlatego, że jest substancjalna i przez nią uobecnia się cały Chrystus, Bóg i człowiek”.

*1377 Eucharystyczna obecność Chrystusa zaczyna się w chwili konsekracji i trwa, dopóki trwają postacie eucharystyczne. Cały Chrystus jest obecny w każdej z tych postaci i cały w każdej ich cząstce, a więc łamanie chleba nie dzieli Chrystusa.

*1378 Kult Eucharystii. W liturgii Mszy świętej wyrażamy naszą wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina, między innymi klękając lub skłaniając się głęboko na znak adoracji Pana. „Ten kult uwielbienia, należny sakramentowi Eucharystii, okazywał zawsze i okazuje Kościół katolicki nie tylko w czasie obrzędów Mszy świętej, ale i poza nią, przez jak najstaranniejsze przechowywanie konsekrowanych Hostii, wystawianie ich do publicznej adoracji wiernych i obnoszenie w procesjach”.

Nigdzie tu nie ma napisane, żeby bić się w pierś. Za to pisze tutaj, by adorować Jezusa. I to samo znalazłam w mojej starej książeczce przy opisie sprawowania Eucharystii: Kapłan podnosi hostię, a wierni adorują ją w ciszy.

Znalazłam też artykuł ks. Prof. Dariusza Kwiatkowskiego na Opoka.pl, gdzie opisuje on różne gesty w liturgii i m.in.  tak pisze: Na przestrzeni wieków używanie tego gestu zmieniało się. Najpierw Synod w Toledo zabronił chrześcijanom uderzania się w piersi w czasie liturgii pogrzebu. Również reforma liturgiczna Soboru Watykańskiego II, kierując się przejrzystością i zrozumieniem gestów liturgicznych dokonała kolejnych redukcji w używaniu gestu bicia się w piersi. Praktycznie pozostawiono ten gest przy odmawianiu spowiedzi powszechnej, kiedy mówi się słowa: „moja wina”. Oprócz tego wykonuje się go przy sakramencie pokuty, czyniąc akt żalu przed otrzymaniem rozgrzeszenia. Nie uderzamy się w piersi w czasie odmawiania modlitwy: „Baranku Boży”, „Panie nie jestem godzien…”, ani w czasie przeistoczenia. (https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAL/dk_liturgika13.html)

Szkoda, że tak mało się zwraca na to uwagi w Kościele. Narzeka się, że tak wiele ludzi odchodzi. A może warto wrócić do podstawowej wiedzy i przypomnieć wiernym, że to sam Chrystus patrzy na nas z hostii. Warto przypominać, bo łatwo się o tym zapomina. Może ta krótka chwila adoracji będzie dla kogoś jedynym momentem w tygodniu na bliskie spotkanie Jezusa?

 

Strony internetowe wielu parafii do modernizacji

Dlaczego strony internetowe tak wielu parafii w Polsce są mało intuicyjne i nieprzejrzyste?

 

Niestety bardzo często na stronach internetowych danej parafii z trudem udaje mi się wyszukać informację o nabożeństwach. Nie mówiąc już o ogłoszeniach parafialnych.

 

Wydaje mi się, że to są jedne z najważniejszych informacji jakie gość strony internetowej danej parafii poszukuje. Może się mylę, ale mnie bardzo irytują takie sytuacje, gdzie na stronie głównej pokazują mi się jakieś informacje związane z parafią (koncerty, akcje, wspólnoty, listy pasterskie, zdjęcia z imprez parafialnych, gazetka parafialna, info o patronie itp), a informacja o nabożeństwach jest gdzieś ukryta w zakamarkach zakładek lub widnieje gdzieś na dole strony. I żeby tam dotrzeć, niejednokrotnie trzeba przewinąć wiele stron… Jest to problem zwłaszcza wtedy, kiedy wyszukuje się informacje na telefonie.

Rozumiem, że strona parafii ma służyć przed wszystkim parafianom, dlatego są tam umieszczane niezbędne aktualności, informacje, czytania, intencje mszalne, msze online… Jednakże dla kogoś, kto chce tylko dowiedzieć się o której godzinie jest nabożeństwo, spowiedź, adoracja to jest problem…

Tracenie czasu na buszowanie po nieczytelnej i mało przejrzystej stronie internetowej niejednokrotnie spowodowało, że rezygnowałam z odwiedzin w tej parafii. Wybierałam wtedy się tam, gdzie na stronie internetowej w sposób szybki i klarowny uzyskałam informacje.

List Episkopatu Polski na 100-lecie poświęcenia Narodu Polskiego Sercu Jezusa. Czego mi zabrakło?

  Wróciłam niedawno z Eucharystii, na której w ramach homili czytany był list pasterski Episkopatu Polski w 100. rocznicę poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Już w najbliższy piątek będziemy świętowac:) I przeogromnie się z tej okazji cieszę. Dwa lata temu na rekolekcjach ignacjańskich na IV Tygodniu w Czechowicach Dziedzicach odkryłam Serce Jezusa… A raczej Najświetsze Serce Jezusa odkryło mnie, dlatego też z wielką uwagą słuchałam dzisiaj głosu biskupów polskich na tę okoliczność. Wszystko byłoby ok, gdyby nie jeden mały szczegół… Ani jednego słowa o Rozalii Celekównie:((( Dlaczego?

Dlaczego w tym ważnym liście, który przybliża wiernym historię tego wiekiego święta nie znalazła się informacja o Rozalii? W zamian za to w liście znalazło sie wiele wzmianek o tym, jak polscy biskupi przyczynili się do kultu Serca Jezusowego w Polsce. A także o tym, jak biskupi w różnych momentach dziejów naszej Ojczyzny, dokonywali poświęcenia i oddania naszego kraju Sercu Jezusowemu. To prawda, więc nie będę tu polemizować. Natomiast w moim odczuciu ten list (tak jakby trochę w odniesieniu do aktualnej sytuacji w Kościele) chce podreperować autorytet biskupstwa w Polsce. Tak to odebrałam.

I nadal nie rozumiem, dlaczego nie wspomniano w nim o Rozalii … Skromnie uważam, że to strasznie smutne i niesprawiedliwe:((( Wspomniano o św. Faustynie oraz o św. Małgorzacie Marii Alacoque. Czyżby pominięto Rozalię ze względu na to, że nie jest jeszcze świetą Kościoła katolickiego? A może zignorowano jej osobę ponieważ często łączy się jej postać z źle pojętym dziełem intronizacji Jezusa na Króla Polski? Nie wiem i nie rozumiem… Mamy własną mistyczkę związaną z Sercem Jezusa, a biskupi w Polsce o niej zapomnieli:(((

Jeżeli mało wiesz o Rozalii, tutaj możesz dowiedzieć się więcej:  https://www.rozalia.krakow.pl

A tutaj jest do przeczytania list: https://www.niedziela.pl/artykul/68715/List-Episkopatu-Polski-w-100-Rocznice

Podziękuj za Dar

Jezus umarł na krzyżu za Ciebie i Twoje grzechy… Ileż razy to stwierdzenie słyszałeś w swoim życiu?A w Wielkim Poście i w te trzy Wielkie Dni tym bardziej to zdanie rozbrzmiewa z ambony…. Każdy z nas rozumie to na swój sposób i przeżywa ten ważny dla katolika okres „po swojemu”.

Możesz nie rozumieć tego zdania. Możesz nie mieć doświadczenia bliskości Jezusa w swoim życiu. Możesz być letnim katolikiem lub możesz być w Kościele tylko z tradycji lub przyzwyczajenia…  Albo wręcz odwrotnie: możesz być księdzem, siostrą zakonną, mistykiem, wytrwałym wyznawcą Jezusa i doskonale zdajesz sobie sprawę z tego co Jezus dla Ciebie zrobił… Nieważne kogo reprezentujesz. Każdy z nas może zrobić jedną ważną rzecz dzisiaj- PODZIĘKOWAĆ JEZUSOWI ZA DAR WYBAWIENIA. Ucieszyć się i rozradować szczerze i prawdziwie…

Czy świadomie, dobrowolnie i z głebi serca to kiedykolwiek zrobiłam? Nie:(

Jezus pokazał mi to doskonale na bardzo prostym przykładzie z życia codziennego.

Tak się złożyło, że w Wielki Czwartek zakupiłam trzy prezenty na różne okazje dla trzech bliskich mi osób (dwie siostry i bliska koleżanka). Prezenty jak na moją kieszeń były dość drogie – za całość zapłaciłam około 400 zł. Były też skierowane pod konkretne osoby, które znam od lat i mniej więcej wiem, co one lubią i co ich ucieszy. Ogólnie przezenty były na wypasie:) Wysłałam paczki kurierem, tak by obdarowane osoby jeszcze przed Świętami cieszyły się podarunkiem. W Wielki Piatek otrzymałam informacje z firmy kurierskiej, że wszystkie trzy przesyłki zostały doręczone. Ucieszyłam się niezmiernie i czekałam z niecierpliwością na jakiś feedback od dziewczyn, bo byłam ciekawa jak im się spodobał prezent i czy trafiłam w ich gusta. Od odbioru paczek mijała godzina za godziną a dziewczyny milczały. Pod koniec dnia byłam już lekko zdenerwowana i poirytowana. Ani moje siostry, ani koleżanka nie „zareagowały” na mój prezent. Zero informacji zwrotnej. Byłam też zdziwiona, ponieważ znam je od dawna i nie spodziewałam sie takiego zachowania. Nie chodziło mi o to, by mnie w jakiś sposób chełpiły za to, że wysłałam im prezenty. Chciałam tylko wiedzieć, czy sprawiłam im radość i czy im się spodobał. W moich mniemaniu był to bardzo udany i kobiecy prezent. Poza tym sporo mnie kosztował, więc tym bardziej czekałam na informację zwrotną.

Piszę ten tekst po północy w Niedzielę Zmartwychwstania. Jedna siostra napisała mi wczoraj tylko sms, że dziękuje. Druga siostra milczała, więc do niej napisałam czy jest zadowolona. Odpisała tylko, że tak. Koleżanka nadal nie dała znaku życia… I jestem rozczarowana… Spodziewałam się z ich strony entuzjazmu, radości, podziekowania, wymiany wrażeń itp… A tu prawie wielkie nic:(( I kiedy tak o tym rozmyślałam, to nagle uświadomiłam sobie, że to co ja czuję i przeżywam równie dobrze czuć może Jezus… Tyle że w duuużo większym wymiarze …. Bo On podarował każdemu z nas wspaniały i drogocenny prezent… Prezent, który dla każdego z nas jest wręcz skarbem.. I każdy z nas otrzymał go tak ot, za darmo… Bóg dał mi i Tobie zbawienie w osobie Jezusa, który za ten dar musiał zapłacić najwyższą cenę, jaka może być. Ja zapłaciłam za swoje prezenty kilka stówek a Jezus zapłacił za prezent dla mnie całym swoim życiem… I co teraz przeżywa Jezus który poświęcił tak wiele dla człowieka i widzi, że ten człowiek zupełnie ma gdzieś Jego dar… Człowiek milczy. Zero podziękowania, zero radości, zero entuzjazmu, zero empatii…

I kiedy to zobaczyłam to miałam łzy w oczach… Bo ja tu się denerwuje na swoje siostry i koleżankę a jestem taka sama w stosunku do Daru, jaki otrzymałam od Jezusa…

I teraz jest we mnie przeogromna wdzięczność i radość. Możliwe, że po raz pierwszy w życiu doceniam to, co zrobił dla mnie Chrystus. A raczej – dostrzegłam ile Go kosztowało przygotowanie Daru i pragnę Mu dziś podziękować, wysłac sms do nieba z informacją, że Jego prezent jest przecudowny i najwspanialszy, jaki mogłam kiedykolwiek otrzymać…

Jezu mój kochany ….

Patron na ten Nowy Rok

Papież ogłosił, że patronem Nowego Roku 2021 będzie św. Józef. To wspaniała wiadomość. Muszę przyznać, że jak ją usłyszałam w Radiu Watykańskim początkiem grudnia to bardzo się ucieszyłam. Bardzo:) Ten świety bowiem jest dla mnie wyjątkowy pod wieloma względami. I dlatego wiem, że rok 2021 będzie obfitował w wiele dobrych i pięknych momentów. Sami zobaczycie:)

Mimo, że 2021 ma już jednego patrona i to jakiego (!), proponuję wybrać lub dać się wybrać innemu, swojemu własnemu, osobistemu…

Ja zawsze korzystam z tego oto katalogu świetych:)

https://saintsnamegenerator.com/index.php

Wystarczy chwilę się pomodlić, zaufać i kliknąć. I nasz świety będzie wybrany. Polecam gorąco. Niech w tym Nowym Roku do naszego Ojca prowadzi nas nie tylko Jezus, Józef, Miriam ale też nasz osobisty świety:) Nie zapominajmy też o naszym Aniele, który również nam towarzyszy w naszej podróży przez życie.

Co się stało z ojcem Augustynem?

Dziś natrafiłam na YT na najnowsze nagranie konferencji oj. Augustyna pt „Co się zdarzyło w Gibea”.  Nie mogę się pozbierać po tym co usłyszałam… Jestem mocno zaniepokojona poglądami Augustyna. Co się stało z moim ulubionym ojcem kaznodzieją? Mam wrażenie, że to nie ten sam ojciec, którego kiedyś słuchałam namiętnie i który mocno przybliżał mnie do Boga. Nowy Augustyn krytykuje Kościół, Franciszka, Sobór. Oczywiście, że każdy może krytykować, ale  czy w ten sposób? Wzbudzając lęk, strach? Przepowiadając apokalipsę, koniec świata czy królowanie zła na świecie? Sugerując, że Watykan promuje homoseksualizm?

Ojciec Augustyn skupia się tylko i wyłącznie na tym co złe i demonicznne. A gdzie Dobra Ewangelia w tej konferencji? Gdzie nadzieja? Gdzie Jezus? Poza tym ojciec ma grono ludzi, którzy go słuchają i zastanawiam się, czy jest świadomy tego, że on też może się mylić w swoich poglądach (tak jak to wielokrotnie podkreślał w stosunku do papieża) i ciąży na nim odpowiedzianość za to,co mówi głośno i publicznie. Jestem przekonana, że jego słuchacze będą chłonąc jak gąbka wodę jego słowa, jego mysli i będą utwierdzać się w przekonaniu, że żyjemy w czasach ostatecznych. Może i żyjemy, ale czy to jest ważne? Czy nie ważniejsze jest głoszenie Miłości Jezusa do każdego człowieka? Czy nie ważniejsze jest głoszenie Kerygmatu lub nawoływanie do nawrócenia? W komentarzach pod filmem na YT ojciec Augustyn został obwołany prorokiem. Zapewne ojciec w tym materiale chce ostrzec nas słuchaczy, pokazać zagrożenia, uwypuklić to co może niewidoczne na co dzień, pokazać fakty, które mają nas przekonać do jego spojrzenia na świat. Tyle że ten swiat ojca Augustyna jest pełen wyuzdania, seksu, gwałtów, przekrętów, afer, demonstracji, wojen, podziałów itp. I tak jest. W takim świecie żyjemy. Tyle że jak będziemy się tylko na tej ciemnej stronie medalu skupiać to nie zobaczymy innej strony, tej dobrej, tej w której panuje pokój, miłość, wiara, nadzieja. I że są jeszcze dobrzy ludzie na tej plancecie…

Zyjemy w XXI wieku, mamy dostęp do mediów i doskonale wiemy co się dzieje w świecie. Boli nas, katolików, to wszystko co się złego dzieje i dlatego staramy sie modlić czy brać udział np w akcji Polska pod Krzyżem. Ataki na Kościół były, są i będą. Papież nie jest nieomylny i może błądzić. Kościół może stać nad przepaścią. I tak, za kilka lat kościoły w Polsce mogą być puste jak dziś na Zachodzie… Myślę jednak, że jeżeli Bóg jest żywy i nie umarł, w co my katolicy wierzymy to przecież mamy w Nim oparcie i w Nim jest nasza siła. Co mają powiedzieć męczennicy z pierwszych wieków, którzy szli na śmierć w Imię Jezusa? Może też nas to za niedługo czeka… Czy mamy się z tego powodu dołowac i tracić wiarę we wszystko co wokół nas? Albo się idzie za Jezusem, albo sie nie idzie.

Słuchając dziś Augustyna zawiodłam się ogromnie 🙁 Może źle go zrozumiałam? Oby! I jeszcze jedno… Ojciec mówił o podziałach w Kościele jakie obserwujemy obecnie chociażby wśród biskupów w Europie, a czy swoimi wypowiedziami nie dzieli on katolików w Polsce? Ma prawo do swoich pogladów, ale jest też kapłanem i prowadzi swoja owczarnię … no właśnie gdzie?

Pomoc i tarcza

Dusza nasza wyczekuje Pana,
On jest naszą pomocą i tarczą. Ps 33, 20

Jakże ciężko sięgać po tę tarczę i pomoc, kiedy dosięgają nas trudy codzienności lub tez przygniatają ciężkie sytuacje, problemy, zdarzenia.

Czy wyczekuję Pana, kiedy doświadczam osamotnienia? Czy wyczekuję Pana, kiedy sypią się relacje w pracy, w rodzinie? Czy wyczekuję Pana, kiedy zmagam się z nałogami i ciągle upadam? Czy jest On moją tarczą, kiedy atakują mnie negatywne myśli na swój temat? Czy korzystam z Jego pomocy, kiedy doświadczam bezsilności i bezradności?

Moja dusza pragnie Pana, ale ja zauważam, że robię niewiele by tej mojej spragnionej duszy pomóc zbliżyć się do Niego.

Kombinuję po swojemu. Wciąż liczę tylko na siebie. Ufam tylko sobie. Jak długo jeszcze? Kiedy w końcu przyznam sama przed sobą, że tylko w Bogu moja nadzieją…

 

Przejdź do paska narzędzi