Jezus umarł na krzyżu za Ciebie i Twoje grzechy… Ileż razy to stwierdzenie słyszałeś w swoim życiu?A w Wielkim Poście i w te trzy Wielkie Dni tym bardziej to zdanie rozbrzmiewa z ambony…. Każdy z nas rozumie to na swój sposób i przeżywa ten ważny dla katolika okres „po swojemu”.

Możesz nie rozumieć tego zdania. Możesz nie mieć doświadczenia bliskości Jezusa w swoim życiu. Możesz być letnim katolikiem lub możesz być w Kościele tylko z tradycji lub przyzwyczajenia…  Albo wręcz odwrotnie: możesz być księdzem, siostrą zakonną, mistykiem, wytrwałym wyznawcą Jezusa i doskonale zdajesz sobie sprawę z tego co Jezus dla Ciebie zrobił… Nieważne kogo reprezentujesz. Każdy z nas może zrobić jedną ważną rzecz dzisiaj- PODZIĘKOWAĆ JEZUSOWI ZA DAR WYBAWIENIA. Ucieszyć się i rozradować szczerze i prawdziwie…

Czy świadomie, dobrowolnie i z głebi serca to kiedykolwiek zrobiłam? Nie:(

Jezus pokazał mi to doskonale na bardzo prostym przykładzie z życia codziennego.

Tak się złożyło, że w Wielki Czwartek zakupiłam trzy prezenty na różne okazje dla trzech bliskich mi osób (dwie siostry i bliska koleżanka). Prezenty jak na moją kieszeń były dość drogie – za całość zapłaciłam około 400 zł. Były też skierowane pod konkretne osoby, które znam od lat i mniej więcej wiem, co one lubią i co ich ucieszy. Ogólnie przezenty były na wypasie:) Wysłałam paczki kurierem, tak by obdarowane osoby jeszcze przed Świętami cieszyły się podarunkiem. W Wielki Piatek otrzymałam informacje z firmy kurierskiej, że wszystkie trzy przesyłki zostały doręczone. Ucieszyłam się niezmiernie i czekałam z niecierpliwością na jakiś feedback od dziewczyn, bo byłam ciekawa jak im się spodobał prezent i czy trafiłam w ich gusta. Od odbioru paczek mijała godzina za godziną a dziewczyny milczały. Pod koniec dnia byłam już lekko zdenerwowana i poirytowana. Ani moje siostry, ani koleżanka nie „zareagowały” na mój prezent. Zero informacji zwrotnej. Byłam też zdziwiona, ponieważ znam je od dawna i nie spodziewałam sie takiego zachowania. Nie chodziło mi o to, by mnie w jakiś sposób chełpiły za to, że wysłałam im prezenty. Chciałam tylko wiedzieć, czy sprawiłam im radość i czy im się spodobał. W moich mniemaniu był to bardzo udany i kobiecy prezent. Poza tym sporo mnie kosztował, więc tym bardziej czekałam na informację zwrotną.

Piszę ten tekst po północy w Niedzielę Zmartwychwstania. Jedna siostra napisała mi wczoraj tylko sms, że dziękuje. Druga siostra milczała, więc do niej napisałam czy jest zadowolona. Odpisała tylko, że tak. Koleżanka nadal nie dała znaku życia… I jestem rozczarowana… Spodziewałam się z ich strony entuzjazmu, radości, podziekowania, wymiany wrażeń itp… A tu prawie wielkie nic:(( I kiedy tak o tym rozmyślałam, to nagle uświadomiłam sobie, że to co ja czuję i przeżywam równie dobrze czuć może Jezus… Tyle że w duuużo większym wymiarze …. Bo On podarował każdemu z nas wspaniały i drogocenny prezent… Prezent, który dla każdego z nas jest wręcz skarbem.. I każdy z nas otrzymał go tak ot, za darmo… Bóg dał mi i Tobie zbawienie w osobie Jezusa, który za ten dar musiał zapłacić najwyższą cenę, jaka może być. Ja zapłaciłam za swoje prezenty kilka stówek a Jezus zapłacił za prezent dla mnie całym swoim życiem… I co teraz przeżywa Jezus który poświęcił tak wiele dla człowieka i widzi, że ten człowiek zupełnie ma gdzieś Jego dar… Człowiek milczy. Zero podziękowania, zero radości, zero entuzjazmu, zero empatii…

I kiedy to zobaczyłam to miałam łzy w oczach… Bo ja tu się denerwuje na swoje siostry i koleżankę a jestem taka sama w stosunku do Daru, jaki otrzymałam od Jezusa…

I teraz jest we mnie przeogromna wdzięczność i radość. Możliwe, że po raz pierwszy w życiu doceniam to, co zrobił dla mnie Chrystus. A raczej – dostrzegłam ile Go kosztowało przygotowanie Daru i pragnę Mu dziś podziękować, wysłac sms do nieba z informacją, że Jego prezent jest przecudowny i najwspanialszy, jaki mogłam kiedykolwiek otrzymać…

Jezu mój kochany ….