Mam znajomego, z którym kilka miesięcy temu poszłam na Eucharystię. Moją uwagą przykuło to, w jaki sposób zachowywał się w trakcie Podniesienia. Jakoś nigdy wcześniej nie zwracałam na to uwagi u innych, aż do tego pamiętnego momentu. Zobaczyłam jak ten mój znajomy w trakcie Podniesienia Przenajświętszego Ciała i Krwi Jezusa kurczy się w sobie (tz. pochyla nisko głowę) i trzykrotnie bije się w pierś i coś mówi pod nosem… Byłam zaskoczona. I to spowodowało, że przy kolejnej sposobności zaczęłam ukradkiem zerkać jak inni wierni przeżywają ten cudowny moment spotkania z Jezusem.

Odkryłam coś, co mnie wielce zasmuciło. I ten smutek gdzieś w sobie noszę. Dziś również będąc na Eucharystii zobaczyłam, że niemal 90 % wiernych (w różnym wieku co ciekawe) robi to samo co mój znajomy.  A mianowicie jak tylko kapłan podnosi Hostie tj Jezusa do góry, to wierni w Kościele schylają głowę i biją się w pierś.

Niestety nie pamiętam już swoich przygotowań do Pierwszej Komunii, bo było to lata świetlne. Mimo to starałam sobie przypomnieć jak mnie uczono. Na pewno pamiętam słowa: Pan mój i Bóg mój.  Czy uczono mnie bicia się w piersi i pochylania głowy w geście pokutnym? Pewnie tak. Zaobserwowałam bowiem, że moja 10 letnia siostrzenica, która była w tym roku do Pierwszej Komunii Świętej również bije się w pierś i schyla głowę.

Zaczęłam się zastanawiać jaka postawa jest właściwa. Ja w trakcie Podniesienia patrzę się na Jezusa w Hostii, nie pochylam głowy, nie biję się w pierś. Robię ukłon dopiero w momencie, kiedy kapłan uklęka… Dla mnie bowiem jest to bardzo intymny moment. Jest to czas, kiedy mogę popatrzeć na Jezusa tu i teraz.  Mogę mu podziękować za Jego ofiarę i za zbawienie. To jest ten moment, kiedy On jest blisko. Tym bardziej jest to dla mnie ważny moment np. kiedy nie mogę przyjąć Go do serca, bo nie jestem w trakcie łaski uświęcającej. Wtedy tym bardziej pragnę na Niego patrzeć … I być z Nim w kontakcie, chociażby wzrokowymJ

Dlaczego więc tak wiele ludzi właśnie w tym momencie Eucharystii nie patrzy  na Jezusa tylko w ławkę lub na podłogę? Dlaczego zamiast uwielbienia, adoracji, dziękczynienia lub po prostu trwania w ciszy ludzie mówią: moja wina, moja wina, moja wielka wina???? Dlaczego kapłani, którzy to obserwują zupełnie nie reagują? Czy nie czas, by przypomnieć wiernym podstawy i wyjaśnić lub przypomnieć co każda część Eucharystii oznacza i jak należałoby się zachować? Czasem mam wrażenie że w Kościele mówi się o wielkich sprawach, a małe leżą odłogiem i czekają na swój moment, który nie nadchodzi…

Poszperałam w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Poszperałam w internecie. A nawet zajrzałam do mojej starej (1991) książeczki do nabożeństw od Pierwszej Komunii Świętej. I nigdzie nie natrafiłam na to, by podczas Podniesienia bić się w pierś i odwracać oczy od Jezusa. I chyba to mnie najbardziej boli, że ludzie w tak uroczystym momencie Liturgii odwracają od Niego wzrok. Nawet nie są tego świadomi i tym sposobem nie zmieniają swojej postawy 🙁 Ponadto – dalej uczy się dzieci, by robiły to samo…

Katechizm mówi:

*1374 Sposób obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi jest wyjątkowy. Stawia to Eucharystię ponad wszystkimi sakramentami i czyni z niej „jakby doskonałość życia duchowego i cel, do którego zmierzają wszystkie sakramenty”185. W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus”186. „Ta obecność nazywa się «rzeczywistą» nie z racji wyłączności, jakby inne nie były «rzeczywiste», ale przede wszystkim dlatego, że jest substancjalna i przez nią uobecnia się cały Chrystus, Bóg i człowiek”.

*1377 Eucharystyczna obecność Chrystusa zaczyna się w chwili konsekracji i trwa, dopóki trwają postacie eucharystyczne. Cały Chrystus jest obecny w każdej z tych postaci i cały w każdej ich cząstce, a więc łamanie chleba nie dzieli Chrystusa.

*1378 Kult Eucharystii. W liturgii Mszy świętej wyrażamy naszą wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina, między innymi klękając lub skłaniając się głęboko na znak adoracji Pana. „Ten kult uwielbienia, należny sakramentowi Eucharystii, okazywał zawsze i okazuje Kościół katolicki nie tylko w czasie obrzędów Mszy świętej, ale i poza nią, przez jak najstaranniejsze przechowywanie konsekrowanych Hostii, wystawianie ich do publicznej adoracji wiernych i obnoszenie w procesjach”.

Nigdzie tu nie ma napisane, żeby bić się w pierś. Za to pisze tutaj, by adorować Jezusa. I to samo znalazłam w mojej starej książeczce przy opisie sprawowania Eucharystii: Kapłan podnosi hostię, a wierni adorują ją w ciszy.

Znalazłam też artykuł ks. Prof. Dariusza Kwiatkowskiego na Opoka.pl, gdzie opisuje on różne gesty w liturgii i m.in.  tak pisze: Na przestrzeni wieków używanie tego gestu zmieniało się. Najpierw Synod w Toledo zabronił chrześcijanom uderzania się w piersi w czasie liturgii pogrzebu. Również reforma liturgiczna Soboru Watykańskiego II, kierując się przejrzystością i zrozumieniem gestów liturgicznych dokonała kolejnych redukcji w używaniu gestu bicia się w piersi. Praktycznie pozostawiono ten gest przy odmawianiu spowiedzi powszechnej, kiedy mówi się słowa: „moja wina”. Oprócz tego wykonuje się go przy sakramencie pokuty, czyniąc akt żalu przed otrzymaniem rozgrzeszenia. Nie uderzamy się w piersi w czasie odmawiania modlitwy: „Baranku Boży”, „Panie nie jestem godzien…”, ani w czasie przeistoczenia. (https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAL/dk_liturgika13.html)

Szkoda, że tak mało się zwraca na to uwagi w Kościele. Narzeka się, że tak wiele ludzi odchodzi. A może warto wrócić do podstawowej wiedzy i przypomnieć wiernym, że to sam Chrystus patrzy na nas z hostii. Warto przypominać, bo łatwo się o tym zapomina. Może ta krótka chwila adoracji będzie dla kogoś jedynym momentem w tygodniu na bliskie spotkanie Jezusa?